środa, 24 kwietnia 2013
Rozdział 11
*Luisa*
Moje szczęście nie trwało jednak zbyt długo , bo gdy tylko przeszłam przez próg w oczy rzuciła mi się walizka i schodzący ze schodów Lou. Wszystkie śmiechy ucichły. Chłopcy z nieodgadniętym wyrazem twarzy patrzyli się na szatyna Ten jednak nic nie mówił nie wydobył z siebie nawet krzty wyjaśnienia. Popatrzył tylko znacząco na mnie. Chwycił torbę.
-Louis co ty robisz ? -pierwsza odzyskałam mowę.
-Nie widzisz ? Wyprowadzam się. -rzekł obojętnym tonem który sprawił że moje serce przeszył ostry ból.
-Dlaczego ? -dalej pytałam udając zdezorientowaną lecz tak naprawdę wiedziałam że to ja byłam powodem.
-Jeszcze pytasz ? -zakpił drwiąco.
-Ale to nie jest powód do wyprowadzki ! -krzyknęłam bezsilnie.
-Ej co się dzieje Louis? -zapytał Zayn. Ten jednak kompletnie zignorował jego pytanie.
-Luisa....-zaczął spokojnym tonem.- nie dam rady , rozumiesz? Nie dam rady żyć z tobą pod jednym dachem ! Widzieć jak się uśmiechasz ! Być blisko ! Żyć z myślą że nigdy nie będziesz moja ! Nie potrafię rozumiesz ?! Nie potrafię...-kolejny raz tego dnia do jego oczu napłynęły łzy. Chłopcy stali oszołomieni , nic nie pojmując z zaistniałej sytuacji.
-Nie wygłupiaj się! -wrzasnęłam potrząsając nim. Byłam już u kresu wytrzymałości , myślałam że zaraz po prostu wybuchnę i zaleje się łzami. Lecz postanowiłam być twarda.
-A próby , koncerty , nasi fani ? spytał Niall.
-Słuchajcie ja po prostu się wyprowadzam. Nie rezygnuje z kariery. -rzekł ocierając rękawem czerwone od łez oczy.-Przepraszam.-rzekł i wziął swoją walizkę i gdy już miał wychodzić podbiegłam do niego obróciłam i dałam mu w twarz rycząc już w dobre. On nic nie powiedział. Miał nieodgadnięty wyraz twarzy co rozjuszyło mnie jeszcze bardziej.
-Po gówno mi twoje nic nie warte przepraszam ! Wiedziałam że taki z ciebie tchórz ! Wiedziałam ! I co ? Poddałeś się ?! -on dalej patrzył się na mnie.- No pytam się kurwa ! - wrzeszczałam i płakałam naraz. On nic. Stał jak wryty.
Nagle podszedł do mnie Niall. Objął mnie i zaczął uspakajać.
-Stary będzie chyba lepiej jak jednak na parę dni się wyprowadzisz.-rzekł Zayn. On po prostu wyszedł trzaskając drzwiami. Nie wiedziałam że tak łatwo się podda. Że tak łatwo uwierzy że chce by był tylko moim przyjacielem. Że przestanie walczyć ! Jaki tchórz ! Przez te wszystkie myśli wpadłam w histeryczny płacz. Nawet mocny uścisk Niall'a nic nie pomógł.
-Hej , może ja z nią pogadam co? -spytał Sheeran.
-Dobrze.-rzekł blondyn i gdzieś tak samo jak reszta się zmył. Zostałam tylko ja i Ed.
-Słuchaj.-zwrócił się do mnie głosem pełnym troski.-Nie wiem co pomiędzy wami zaszło i na prawdę nie powinno mnie to interesować ale nie myśl o tym teraz. Wszystko samo się ułoży. Szkoda życia na łzy. -powiedział ocierając wierzchem kciuka spływającą po moim policzku łzę. Ja uśmiechnęłam sie lekko.
-Ed ale nie wiesz jak mi ciężko. Staram się o tym nie myśleć. Ale to wraca.-odparłam prawie szeptem kładąc głowę na jego ramieniu.
-A wiesz co ja robie żeby zapomnieć ? -zapytał. Pokręciłam przecząco głową.-Śpiewam. -rzekł a ja na to słowo się wzdrygnęłam.-Może też chciałabyś spróbować ? -uniósł pytająco brwi.
-Nie , nie śpiewanie nie jest dla mnie.-zaprzeczyłam.- Ale z chęcią posłucham jak ty śpiewasz
-Wszystko dla ciebie.-odrzekł biorąc którąkolwiek gitarę ze zbioru Niall'a w salonie. Zaczął grać "Lego House" piosenkę przy której się po prostu rozpływam. Wtedy zamykam się w moim świecie moim malutkim świecie. Tak wciągnęłam mnie ta piosenka że nie kontrolując tego zaczęłam z nim śpiewać. On momentalnie przestał grać. Ja zrobiłam to samo.
-Boże co ja zrobiłam.-palnęłam się z otwartej ręki w czoło. W tej chwili przeklinałam siebie i Ed'a. Ed'a za to że piszę tak świetne piosenki a mnie że nie mogłam się powstrzymać i kurwa wydobyłam z siebie te cholerne dźwięki,
-Luisa? -otrząsnął się rudzielec.-To..to..to byłaś ty?! -prawie wrzasnął.
-Tak to ja. -przyznałam się.-Ale jak komuś powiesz to nie ręczę za siebie.-westchnęłam.
-Przecież to było...to było niesamowite ! Masz niemalże anielski głos! -mówił to z taką fascynacją jakby co najmniej zobaczył ufo. Karciłam się w myślach za ten czyn , wiedziałam że teraz się zacznie. Może i po części chciałam śpiewać. Bo śpiew to jedna z ważniejszych rzeczy w moim życiu. Uwielbiam tworzyć , napisałam już chyba z milion piosenek. Ale nie jestem gotowa na skutki uboczne temu towarzyszące. Sława , rozpoznawalność , brak życia prywatnego. Poważnie się zastanawiam czy jest to tego warte.
-Nigdy nie mówiłaś że śpiewasz ! -powiedział Ed nie dowierzając tak dziwnie i śmiesznie poruszając głową.
-No bo nie śpiewam ! To taka tajemnica o której wiem ja....no i teraz ty.-wypaliłam- Ale przysięgam-zaczęłam się do niego zbliżać.- że jeśli komuś powiesz to czeka cię bardzo, ale to bardzo bolesna śmierć.-uśmiechnęłam się chytrze. On wbił się w fotel patrząc na mnie z przerażeniem.
-Jakoś ci szybko przeszło. Już tak nie histeryzujesz? -zapytał podejrzliwie. Mi zrobiło się smutno. Przez te parę chwil mogłam zapomnieć o tym co wydarzyło się minionego wieczoru , ale "to" znów wróciło.
-Bo to jest sprawa nadrzędna w tym momencie. Ale dzięki że przypomniałeś.-opadłam bezwiednie na fotel koło niego wykrzywiając usta w podkówkę.
-Przepraszam nie chciałem.- szybko się wytłumaczył. Niestety mam tak że przeżywam chwile a potem mi przechodzi jednak każde wspomnienie czynu , wypowiedzianych słów czy też sytuacji doprowadza mnie do łez.
-Przecież nie twoja wina.-usprawiedliwiłam go.-Ale proszę nie wspominaj tego bo znowu się rozrycze.-dodałam.
-Obiecuje.-przysiągł przykładając lewą rękę do klatki piersiowej a prawą wznosząc ku górze.-Ale powiedz mi jedno , bo tego nie mogę zrozumieć dlaczego nikt nie może wiedzieć o tym że śpiewasz. Ba! Ty nie śpiewasz ty onieśmielasz głosem! Aż mnie zatkało.
-W sumie sama nie chce. Nie chce by wiedzieli.-rzekłam.
-Ale nie rozumiesz że możesz to jakoś wykorzystać? Podzielić się swoją twórczością ze światem?- próbował mnie przekonać. I powiem że dobrze mu to wychodziło. Ale później przypomniałam sobie o tych wszystkich skutkach ubocznych nie byłam gotowa na sławę.
-Wiem i naprawdę bardzo bym chciała tyle że boje się.-ostatnie słowa prawie wyszeptałam.
-Czego? -roześmiał się.
-Ed...-zaczęłam.-Nie brak ci czasem życia prywatnego? Tego że już nie możesz tak po prostu wyjść w dresach do sklepu bo od razu jesteś na celowniku gazet? Że w każdej chwili mogą cię zniszczyć? Wymyślić jakąś plotkę i dążyć do tego by cały świat cię znienawidził? -mówiłam patrząc na jego twarz.
-No wiesz po części masz racje.-odparł zdumiony.-ale takie są ceny sławy.
-A ja właśnie się zastanawiam czy nie jest to zbyt wysoka cena. -rzekłam wzdychając.-I wiesz co? Dlatego nie chcę być z Louisem....bo mnie zniszczą , albo co gorsza jego i wszystko się posypie. Nie pamiętasz co było z Harrym i Taylor? Jak fanki groziły jej śmiercią? Że przez to ich miłość gdzieś się ulotniła i się rozstali? Jak było im ciężko? Jak oboje cierpieli? Jak Harry płakał mi na ramieniu? Ja po prostu jestem zbyt wrażliwa w środku.
-Oj uwierz nie widać tego. -zaśmiał się rudzielec.
-Bo to ukrywam a w środku przeżywam dwa razy mocniej. Wiesz to taka maska. Może i mam cięty język ale to by było dla mnie za dużo.-rzekłam.
On cały czas słuchał w skupieniu.
-A co jeśli tak nie będzie ? Co jeśli przyjmą cię ciepło ? Rozważ też taką opcje...
-Serio ? Te szurnięte fanki już teraz na mnie krzywo patrzą bo jestem siostrą jednego z ich "mężów".-prychnęłam.-A pomyśl co będzie jeśli dowiedzą się że zabrałam im jeszcze Louisa? I na dodatek ja mam 16 lat! Człowieku 16!
-Wiek to tylko cyfry.-zagiął mnie.
-Nie wiem czy wiesz ale związek też wymaga poświęceń , zwrócenia drugiej połówce wiele uwagi. Od razu przypiszą mi miano tej która rozwala sławne One Direction przez co chłopcy stracą fanki. -chwytałam się wszystkie jak tonący brzytwy.
-Nie bierz cały czas na przykład Taylor! -zdenerwował się .-To była inna sytuacja ona była sławna.
-Ed ja też po części jestem! Jestem siostrą Harry'ego media mnie znają! A teraz jeszcze możliwość kariery wokalnej. To się nie uda! Nie chcę spierdolić wszystkim życia!
-A myślisz że Louisowi już nie spierdoliłaś? Powiem szczerze. Jego bardziej obchodzisz ty niż te fanki. Nie mówię fanki to też cześć jego życia kocha je i zawdzięcza im prawie , właściwie to oni zawdzięczają im prawie wszystko ale on cierpi przez ciebie nie przez stracone fanki które tak na logikę wcale nimi nie były. -zakończył swój monolog a ja musiałam przyznać mu racje.
-Wiesz Ed? Uświadomiłeś mi coś co powinnam wiedzieć już od dawna i dziękuje ci za to.-rzekłam.
-Bardzo proszę. Posłuchaj starszego przyjaciela a nie pożałujesz. -oboje się zaśmialiśmy.-Wiesz ja się będę zbierał. -rzekł.
-Chodź odprowadzę cię do drzwi. -odprałam wstając i ciągnąc go za rękę gdy wstał. Podeszliśmy do drzwi.
-Ed ? Jesteś prawdziwym przyjacielem. -powiedziałam wtulając się w niego. On to odwzajemnił .
-A ty prawdziwą przyjaciółką.-na te słowa uśmiechnęłam się ciepło.-A co do śpiewu to obiecuje trzymać buzie na kłódkę ale ty rozważysz moją propozycję , ok ?
-Ok ,ok idż już.-wypchnęłam go za drzwi jak to miałam w zwyczaju to robić. Uśmiechnęłam się do siebie i powędrowałam na górę. Byłam strasznie zmęczona i postanowiłam wziąć prysznic i położyć się spać. Przed snem długo jeszcze rozmyślałam o Louisie i o słowach Sheerana.
NIe wiem co o tym myśleć. Muszę to jeszcze raz dokładnie poukadać.
~*~
*Rano*
Gapiłam się w Nialla i Zayna robiących omlety. Widok był przekomiczny , bo oboje nie potrafili się podzielić obowiązkami i co rusz jeden drugiego wyzywał.
-Nie, bo jak ja ci dam patelnie to ty ją jeszcze spalisz ! -krzyknął Zayn
-Nie, bo jak ja ci dam patelnie to ty nie spalisz patelni , oj nie... Ty puścisz z dymem cały dom! -krzyknął Niall
Miałam już po dziurki uszu ich tego ględzenia za pierwszym razem to jest śmieszne za drugim powiedzmy że też ale kurwa za 30 można szału dostać.
-Kurwa dość! -wrzasnęłam.-Siada ! -posłusznie wykonali polecenie. -Nikt tu kurwa nie będzie gotował! Ani ty, ani ty! -wskazał po kolei na każdego z nich. - Bo będę do usranej śmierci czekać, a głodna jestem. -rzuciłam.-Więc po prostu zamówimy chińszczyznę.
-Mmm chińszczyzna. - poklepał si po brzuszku Niall.
-Łap telefon i zamawiaj. Byle co tylko żeby było! -rzuciłam blondynowi słuchawkę.
Wtem do domu wparował Harry.
-Hej! Już jestem! -krzyknął. Uśmiech miał od ucha do ucha. Coś mi się nie podobał ten jego wykrzywiony ryjec.
-Heeeeeej. -przeciągnęłam si i prawie cała położyłam si na blacie od wyspy.
-Gdzie Louis? Chce mu przekazać jedną ważną informacje. -wyszczerzył się jeszcze bardziej.
-Nie ma go. -wypalił Zayn.
-Ej to nie wiecie gdzie jest? Poszedł do sklepu czy gdzie? Bo ta sprawa jest dość ważna.-on mówił dalej nie pojmując o co w tym wszystkim chodzi.
-Ej Harry Louisa nie ma i nie będzie.-rzucił Liam.
-Jak to? -spytał biorąc dość dużego łyka wody.
-Harry on się wyprowadził.-odrzekłam w końcu waląc prosto z mostu.
Teraz cała zawartość buzi Styles'a wylądowała na koszulce Zayn'a. Mulat zaczął walić przekleństwami w stronę mojego brata lecz ten nic sobie z tego nie robił
-Co?! -zapytał oszołomiony. Ja wstałam z krzesła obrotowego i poklepałam go po ramieniu.
-Nie martw się , jakoś to odkręcę. -rzekłam spokojny tonem kierując się do pokoju tym samym zostawiając Harry'ego na środku kuchni z tysiącem pytań do odpowiedzi.
niedziela, 14 kwietnia 2013
Rozdział 10
*Rosalie*
Całowaliśmy się ?! Jak mogłam do tego dopuścić ?! Przecież on... ja... Ach...
- Byłam pijana ty cioto ! - wrzasnęłam i wybiegłam z domu. Nie zwracałam uwagi na to, że kapały na mnie krople deszczu. No tak Londyńska pogoda. Prychnęłam pod nosem. Biegłam ile miałam siły a kondycje mam dobrą. Byłam w parku kiedy poczułam, że ktoś chwyta mnie za nadgarstek.
- Ro posłuchaj ! - wrzasnął zdenerwowany Hazza
- Nie. To ty lepiej posłuchaj. Jak mogłeś?! Byłam pijana i... - zaczęłam się na niego wydzierać
- Właśnie dlatego nie doszło do niczego więcej. - krzyknął
- O czyli, że mam ci dziękować?! - zapytałam ironicznie - Och dziękuje ci wielka gwiazdo za to, że mnie nie przeleciałaś ! Zadowolony?! - wydarłam się. Byłam wściekła chodź do końca nie widziałam dlaczego. Może to przez to, że tego nie pamiętam a on tak ? To frustrujące.
- Dobrze wiesz, że nie o to mi chodziło! Przecież to tylko jeden głupi pocałunek ! - ciągle na siebie krzyczeliśmy.
- Tylko? - nie dowierzałam. On naprawdę tak myśli. - Jeśli całowanie nic dla ciebie nie znaczy to współczuje twojej przyszłej dziewczynie ! - odparłam ciężko dysząc. Zresztą tak jak on. Dziwię się, że mnie dogonił ale pewnie miał wprawę w uciekaniu przed fankami.
- Przestań przekręcać moje zdania. - odparł - Dobrze wiesz o co mi chodziło.
- Nie, nie wiem. Wytłumacz mi bo nie rozumiem. - wyszarpałam swoją dłoń z jego uścisku i skrzyżowałam ręce na wysokości klatki piersiowej.
- Nie całuje byle jakiej dziewczyny. - powiedział prawie nie słyszalnie i gdybym nie patrzyła w tedy na jego usta najpewniej bym tego nie zrozumiała. - Byłaś pijana i ja... Wiem, że nie powinienem tego robić. - zaczął
- Daruj sobie. - prychnęłam, odwróciłam się na pięcie i zaczęłam iść w stronę mojego domu. On jednak się nie poddawał i złapał mnie za ramię.
- Przepraszam cię. - popatrzył mnie głęboko w oczy - Proszę wybacz mi. Nie chciałem cię w żaden sposób urazić. - zrobił błagalny wyraz twarzy. - Nie puszczę cię i sobie nie pójdę do póki mi nie wybaczysz. A potem będę chory i będziesz mnie mieć na swoim sumieniu. - uśmiechnął się niepewnie. Wciągnęłam głośno powietrze i je po chwili wypuściłam. W głębi duszy chcę mu wybaczyć ale jeśli to zrobię może sobie pomyśleć, że jest dla mnie ważny. Ale również nie chcę go stracić, ponieważ co tu dużo gadać przywiązałam się do tych jego przepięknych zielonych oczu... Czekaj wróć! Powiedziałam przepięknych... O matko co się ze mną dzieje.
- Więc...? - jego głos wyrwał mnie z mojego rozmyślania. Udałam chwilę, że się zastanawiam chodź tak naprawdę widziałam już co powiedzieć.
- Dobra. Ale masz tego więcej nie robić. Ostrzegam cię, że ćwiczyłam samoobronę i jeśli się do mnie zbliżysz bez mojej zgody to złamię ci rękę. - odpowiedziałam
- Dziękuje. - uradował się i mnie przytulił. Odchrząknęłam gdyż czułam się trochę nieswojo. - Sorry zapomniałem. - zmieszał się lekko na co ja zachichotałam. Szczerze to mi to nie przeszkadzało no ale jednak musiałam zgrywać takie pozory.
- Chodź. Mój dom jest bliżej a ja nie chcę żebyś się przeziębił - chwyciłam go za dłoń. Przeszył mnie miły dreszcz i zrobiło mi się jakoś tak ciepło na całym ciele. Trochę mnie to zirytowało lecz nie puściłam jego ręki. Pociągnęłam go za sobą i już po chwili byliśmy pod moim domem.
- Mieszekasz tu? - zapytał wskazując moją posiadłość. Ja tylko potwierdzająco kiwnęłam głową. - Przez cały czas byłaś tak blisko. - powiedział rozmarzony na co ja się zaśmiałam - No przynajmniej będę cię mógł nachodzić. - odparł uradowany
- Ani mi się waż. - pogroziłam mu palcem po czym otworzyłam drzwi wejściowe pierw wpuszczając Harry'ego. Ściągnęliśmy buty i wierzchne odzienie po czym potruchtaliśmy do kuchni. - Chcesz kawy lub herbaty? - zapytałam jak to nakazywała kultura. Ten się krótko zaśmiał na co spiorunowałam go wzrokiem
- Herbata jeśli można prosić. - uśmiechnął i widać było, że cała ta sytuacja go bawi.
- Można, można... - wyszeptałam do siebie i wyciągnęłam dwa kubki. Wrzuciłam do każdego po jednym woreczku naparu, po czym zalałam je gorącą wodą z czajnika, który wcześniej włączyłam. Przysunęłam mu pod nos i usiadłam na przeciwko niego.
- Dziękuje ci. - uśmiechnął się znów ukazując swoje słodkie dołeczki. Chwila. Opanuj się.
- Przyniosę ci jakiś dres na przebranie. - powiedziałam i szybko podreptałam po schodach. Na szczęście mam kilka zapasowych ubrań na właśnie takie okoliczność. Wzięłam suche ubrania i pochwili znów znalazłam się w kuchni. - Masz. - włożyłam mu do rąk.
- Yyyy a gdzie jest łazienka? - zapytał wstając
- Po schodach drugie drzwi na lewo. - odparłam i po chwili zniknął. Dopiłam herbatę i tak że ruszyłam po schodach do swojego pokoju. Wzięłam wygodne szare dresowe spodnie i czarną bokserkę i ruszyłam do mojej łazienki. Wzięłam gorącą kąpiel, która nie potrwała więcej niż pół godziny, po czym dokładnie wytarłam się ręcznikiem i ubrałam w wcześniej przygotowany zestaw. Uczesałam jeszcze włosy i umyłam zęby po czym wyszłam z toalety. Ku mojemu zdziwieniu w moim pokoju zastałam Styles'a leżącego na łóżku i przeglądającego mój... pamiętnikoszkicownikcośtam !!!
- Ej nikt cię nie nauczył, że nie zagląda się do cudzych rzeczy? - zapytałam i oparłam ręce na biodrach
- Nie. - odparł krótko. W jednej chwil się na niego rzuciłam lecz on był szybszy i oddalił go ode mnie.
- Oddawaj! - krzyknęłam poddenerwowana
- Masz talent.
- W kwestii? - zainteresowałam się jego uwagą
- Rysowania i pisania tekstów. Są na serio dobre. Uwierz mi wiem o czym mówię. - uśmiechnął się. Zaczęłam zbliżać swoje usta do jego wciąż co chwila zerkając na zeszyt w jego ręce. Kiedy nasze wargi były już od siebie oddalone zaledwie o parę centymetrów chwyciłam swój pamiętnikoszkicownikcośtam i szybko się od niego oddaliłam.
- Mam! - krzyknęłam zwycięsko i pomachałam mu moim łupem przed jego nosem.
- O ty. - zrobił morderczą minę i rzucił się na mnie. Zaczął mnie łaskotać. Niestety to był mój słaby punkt więc zaczęłam się zwijać ze śmiechu - No patrzcie. Rosalie ma łaskotki! - uradował się i dalej mnie macał. NOŻESZKURWAMAĆJAPIERDOLE !!!
- Nie... Harry... Proszę... - dyszałam a ten se z tego nic nie robił
- Jeszcze cię gilgotać?! Proszę bardzo! - zaśmiał się złowieszczo i wrócił do swojego wcześniejszego zajęcia czyli dręczenia mnie.
- Zrobię... wszy...stko! Błagam! - już prawie płakałam za śmechu kiedy on przestał lecz ręce wciąż trzymał na moich biodrach
- Wszystko? - dopytał się
- No może po za ogoleniem się na łyso. - odparłam
- Zgoda. - powiedział rozradowany
- Więc co chcesz? - zapytałam. Bałam się tego o co poprosi.
- Niech pomyślę... - uśmiechnąl się łobuzersko.
- No mów. - pośpieszałam go
- Pocałuj mnie. - odparł
- Nie. Następna propozycja. - powiedziałam szybko
- Zrobię wszystko. - powtórzył moje słowa i to na dodatek próbując naśladować mój głos. Lekko się zaśmiałam i wkońcu zgodziłam.
- Dobra. - podniosłam się na łokciach i dałam mu buziaka w kącik ust i znów opadłam na łóżko.
- Nie o taki pocałunek mi chodziło. - wyszeptał muskając ustami moje uch na co lekko się wzdrygnęłam.
- Nie powiedziałeś jaki. A teraz złaź! - próbowałam go zepchnąć lecz jakoś mi to nie wyszło, poniewać na skutek moich starań on upadła na mnie. Wyobraźcie sobie jak to musiało wyglądać. - No złaź! - wrzasnęłam
- Nie. Póki nie dostanę tego o co poprosiłem.
- A może naleśniki ci wystarczą? - zapytałam z nadzieją
- Nie sądzę. - odparł i zbliżył swoje usta do moich na niebezpieczną odległość.
- Ale ja je robię na prawdę pyszne. - próbowałam go przekonać
- W ciąż chyba jednak nie. - czułam jego ciepły, szybki oddech na swojej twarzy.
- No to może... Pozwolę ci u mnie zostać na noc ! - wypaliłam pierwsze co mi przyszło do głowy. Momentalnie pożałowałam tej decyzji ale było już za późno.
- Dobra! - krzyknął entuzjastycznie i zaczął skakać po moim łóżku - Urządzimy sobie pidżama party, będziemy rzucać się poduszkami, oglądać filmy i plotkować o chłopakach... - wrzeszczał jak opętany.
- Zapędziłeś się. Powiedziałam, że możesz zostać. Nie mówiłam, że... - nie skończyłam, ponieważ Hazza spadł z łóżka. Momentalnie zaczęłam się tarzać się ze śmiechu. - Ale z ciebie ofiara! - nie mogłam się opanować. On jednak w ogóle się nie poruszał. Podeszłam do niego i zaczęłam go lekko potrząsać, ale bez efektu. - Harry nie rób sobie żartów. - zaczęłam się co raz bardziej denerwować. Zbliżyłam się żeby sprawdzić czy oddycha i w tedy szybko lecz namiętnie pocałował mnie w usta.
- Zawsze dostaje to czego chce! - powiedział zwycięsko. Chwile byłam oszołomiona. Nie doszło do mnie co przed chwilą się wydarzyło lecz po chwili odzyskałam przytomność.
- Ty nie wyżyty zboczeńcu! - krzyknęłam i walnełam go poduszką. Po chwili jednak się roześmiałam widząc przerażenie w jego oczach. - Aż tak się mnie boisz? - zakpiłam
- Wcale nie! - oburzył się
- Ty się lepiej nie odzywaj. Skoro mnie pocałowałeś nie zostajesz na noc! - wykrzyknęłam z triumfem i teraz ja zaczęłam skakać po łóżku.
- To się nie liczyło, ponieważ tego nie odwzajemniłaś. - powiedział i usiadł na ziemi
- Czy ty kiedykolwiek sobie odpuścisz? - zapytałam upadając na łóżko.
- Niech się zastanowię. Nie! - krzyknął - Ej ale tak w ogóle to jestem głodny. To co idziemy robić te naleśniki? - zapytał z wyszczerzem na mordce. Zaśmiałam się i wybiegłam z nim z pokoju do kuchni. Jak oczywiście się spodziewałam ze Styles'em miałam potem problemy, ponieważ zaczął we mnie rzucać mąką. Co ja oczywiście musiałam oddać. No i powstał w ten sposób nie zły bałagan. Zrobiliśmy sobie kilka zdjęć żeby zapamiętać ten moment. Po posprzątaniu i zjedzeniu naszego wspólnie przygotowanego dania, który nawiasem mówiąc smakował o wiele lepiej niż zazwyczaj ( dziwne ), zaczęliśmy oglądać jakiś film lecący w telewizji. O ile się orientowałam to była to jakaś komedia. Byłam jednak zbyt zmęczona na dotrwanie do końca więc po chwili zasnęłam na ramieniu Hazzy.
niedziela, 7 kwietnia 2013
Rozdział 9
*Luisa*
Poczułam jak ktoś bierze mnie na ręce , niemrawo otworzyłam oczy rozejrzałam się a osobą która mnie trzymała okazał się Lou. Nie miałam siły się z nim szarpać zważywszy na to że nieźle szumiało mi w głowie. Weszliśmy do pokoju a on zaświecił światło. Zawyłam.
-Oj przepraszam. -szepnął i zgasił.
Położył mnie na łóżku i zaczął rozbierać. Nie protestowałam nie miałam po prostu siły. Wiedziałam że nic mi nie zrobi.
-Luisa? Gdzie masz piżamę?
-Po co mi piżama? Nie podobam ci się tak? -bełkotałam.
-Nie wręcz przeciwnie jesteś piękna.- powiedział z troską.
-No to jej nie szukaj i chodź do mnie.-gadałam jak najęta.
-Nie. Wolałbym nie. Nie wiem jak na mnie podziałasz.
-Oj Jezu. Nie to nie! Łaski bez poprzytulam się do Niall'a. -krzyknęłam i chciałam wstać lecz od razu usiadłam , nie pozwoliła mi na to moja zaburzona w tej chwili równowaga.- Oj. -powiedziałam uroczo.
-Ty lepiej siedź. - powiedział Tomo klękając przede mną. Ja gapiłam się na niego i miałam cholerną chęć pocałowania go. Przybliżyłam się do niego i musnęłam usta , on jednak odepchnął mnie lekko przygryzając dolną wargę.
-Nie.- rzekł stanowczo.
-Dlaczego?- zadałam pytanie.
-Ponieważ nie będziesz robiła rzeczy których jesteś nieświadoma.- odparł nakładając na mnie bluzę mojego brata.
-To śmierdzi. -powiedziałam wąchając.
-Przeżyjesz , a teraz kładź się.-rozkazał. Ja posłusznie wykonałam jego polecenie. I nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
~*~
Obudziłam się i rozglądnęłam. Louis spał obok mnie z ręką na moim brzuchu. Chciałam jakoś wstać więc jak najdelikatniej podniosłam jego rękę. Nie obudził się na szczęście. Prawie bezszelestnie otworzyłam drzwi i wyszłam. Musiałam na chwilę przystanąć bo ból głowy rozsadzał mi czaszkę , takie są uroki kaca. Wzięłam głęboki wdech i ruszyłam dalej , chciałam w natychmiastowym tempie napić się wody więc mój kierunek to kuchnia. Zeszłam po schodach i znalazłam się w kuchni. Tam zastałam pół martwą Rose. Prawie leżała na blacie i gapiła się w szklankę wody.
- Hej.-powiedziałam biorąc szklankę i nalewając sobie wody.
- Nie drzyj mordy. -odparła brunetka i spojrzała na mnie morderczym wzrokiem.
- Wiesz co? Jakbym miała chodź trochę siły walnęłabym cię , ale twoje szczęście.-wystawiłam jej język.
- Ostro wczoraj pobalowałyśmy, nie ? - rzekła.
- No grubo było nic nie pamiętam za cholerę. - odparłam.
- Ja tylko wiem, że Harry się mną później zajął. No bo chyba sama mu się nie wpakowałam do łóżka.-wytrzeszczyła oczy.- Nie to niemożliwe.
- Co nie możliwe? -obie usłyszałyśmy chrypliwy głos mojego braciszka.
- Czy my coś no wiesz wczoraj? -spytała podejrzliwie Rose , a mi się śmiać chciało.
-Nie, nie, nie. -zaprzeczył szybko.-Jeśli chcesz wiedzieć to my... -wstrzymał oddech- tylko się całowaliśmy. - wypalił. Ona rozszerzyła usta.
-Kto pocałował? -rzuciła.
-Dobra przyznaje się ja. -powiedział.
-Jak mogłeś?! -krzyknęła. A ja się troszeczkę przeraziłam.
-Odwzajemniłaś.-rzekł już trochę poddenerwowany Styles.
-Byłam pijana cioto! Wykorzystałeś mnie! -wrzasnęła i wyszła wściekła z domu.
-Rose! -odkrzyknął mój brat i pognał za nią.
-Bawcie się dobrze! -wrzasnęłam i zaśmiałam się.
-Ej ty się musisz tak drzeć?! Ludzi budzisz.-powiedział Louis i zaspany wszedł do kuchni przecierając oczy. No fajnie oni się drą a ja dostaje. Zwątpiłam w ludzi.
-To nie ja krzyczałam, dobra może teraz ale wcześniej to nie ja. Cicho siedziałam.-wyszczerzyłam się zatapiając się w szklance z wodą.
-To kto? -spytał
-Rose i Harry. -przewróciłam oczami.
-Czemu?
-Nasze kochane gołąbeczki się pokłóciły , Rosalie wybiegła a Harry za nią. Koniec bajki.- rzekłam.
-O co poszło? - uniósł jedną brew do góry smarując tosty.
-Więc to co zdążyłam z tego wszystkiego zrozumieć to to, że się całowali i nie spodobało się to do końca Violin.-rzuciłam na jednym wydechu
-On coś z nią kręci? -spytał podejrzliwie
-No chyba tak. -odparłam.- A co cię to tak interesuje ?- spytałam
-To dość długa historia.-wypalił siadając koło mnie.
-Mam czas. -uśmiechnęłam się uroczo odwracając się do niego.
-Dobra opowiem ci ją w skrócie. Kiedyś mieszkałem w Doncaster tam miałem przyjaciółkę z którą byłem bardzo blisko, ale ona niestety musiała wyjechać i właśnie tą dziewczyną jest Rose już wcześniej wydawała mi się znajoma ale nie mogłem dopuszczać do siebie takiej myśli że znowu ją spotkałem. Chciałem z nią dzisiaj pogadać ale wybiegła. Będę musiał przełożyć tą rozmowę na kiedy indziej.
-Wow.-rzekłam tylko. Nie powiem wzruszyła mnie ta historia. Ciekawe jak to jest stracić najbliższą ci osobę a później na powrót znowu ją odzyskać. Ja w swoim życiu tylko traciłam. Smutne , ale prawdziwe.
-Louis jeśli chodzi o mnie i o ciebie..
-Tak? -ożywił się
-Przemyślałam to co mówiłeś i.....- odwróciłam głowę.-wolałabym jednak żebyśmy utrzymywali tylko kontakty przyjacielskie.-wypaliłam. Dobrze wiedziałam że to co powiem nie jest prawdą , że zranię i jego i siebie. Ale chyba tak będzie dla nas lepiej.
-Co? -powiedział nie dowierzając. -Ale , ale...przecież.
-Louis przemyślałam to. To nie wypali. Lepiej żebyśmy po prostu byli przyjaciółmi.
-Dobrze.-powiedział prawie szeptem. Zauważyłam że do jego oczu zaczynają napływać łzy.
-Louis.-chciałam go dotknąć, ale on strzepnął moją rękę.
-Zostaw mnie.-spojrzał na mnie wrogo i wyszedł z domu. Nie wziął nawet płaszcza. Nic. Jak stał tak wyszedł. Skuliłam się na podłodze w kuchni i zaczęłam płakać. Ja się bałam po prostu się bałam. Byłam rozdarta nie wiedziałam co o tym myśleć. Znowu mam mętlik w głowie. Nie chcę go ranić. Zrobiłam to co podpowiadał mi rozum. Nie mogłam posłuchać serca. To nie jest w moim zwyczaju. Nie mogłam się od tak zakochać. Nie mogłam dać ponieść się takim emocją. Moje rozmyślania przerwało wparowanie do kuchni Liam'a. Śmiał się i rozmawiał z kimś przez telefon lecz gdy mnie zauważył spoważniał.
-Od dzwonie później.- rzekł i rozłączył się. Podbiegł do mnie i ujął mój podbródek.
-Luisa co ci jest?! Coś się stało?! -spytał poddenerwowanym głosem.
-Nie nic się nie stało.- skłamałam. - Po prostu mnie przytul.- powiedziałam zanosząc się jeszcze większym płaczem. On wykonał polecenie bez żadnych dodatkowych pytań. Nie byłam osobą która otwarcie mówiła o swoich problemach. Wolałam jakoś sama sobie pomóc ale jeśli już wymykały się one z pod kontroli wtedy chcąc czy nie chcąc zwierzałam się.
Ciepłe ramiona Liam'a sprawiły że uspokoiłam się i wyrównałam oddech. Odkleiłam się od niego.
-Dziękuje Liam.- rzekłam po czym wstałam udając się do mojego pokoju w celu wzięcia orzeźwiającego prysznicu. Gdy już znalazłam się w pokoju weszłam do łazienki i spojrzałam w lustro. Aż się przestraszyłam. Podkrążone oczy, blada twarz, włosy całe po kołtunione. I nagle w kącie łazienki zobaczyłam niedopitą butelkę Jack Daniels'a. Zrobiło mi się nie dobrze i podbiegłam do kibla napełniając go aż po brzegi moimi wymiocinami. Czułam się strasznie.
-Wszystko dobrze? -usłyszałam nagle.
-Tak kurwa nie widzisz? -wylałam z siebie lawinę ironii.
-No wiem głupie pytanie. -powiedział Liam a ja po raz kolejny puściłam pawia.- usłyszałam tylko ciche "łe" a następnie - Pomóc ci jakoś ?
-Nie, dzięki. Już się ogarniam.-uśmiechnęłam się od niechcenia.
-Dobra , ale jakbyś czegoś potrzebowała to wołaj. A tak poza tym nieźle wczoraj pobalowałyście. -zaśmiał się.- Ej i jeszcze tak dla twojej wiadomości za jakieś 15 min przychodzi Sheeran.
-Serio? -ożywiłam się dalej trzymając głowę w kiblu.
-Serio, serio ale umyj się. -uśmiechnął się chytrze.
-Dobra, dobra won. - rzuciłam. Słyszałam tylko jak się śmieje. Żadnego współczucia kurwa dla umierającego. Wytarłam twarz ręcznikiem i wzięłam prysznic. Zrobiło mi się o niebo lepiej. Cały czas jednak rozmyślałam o Louisie. Ciekawe gdzie teraz jest ? A jeśli zrobi sobie coś przeze mnie ? Nie , nie jest aż tak głupi za dużo ma do stracenia. Dlaczego akurat ja ? Przecież milion dziewczyn dało by się pociąć by chociaż móc go przytulić.
Wyszłam z pokoju w sam ręczniku i podeszłam do szafy po długich namyśleniach wybrałam to :

Wysuszyłam włosy i zostawiłam rozpuszczone. Zbiegłam na dół i wyczekująco gapiłam się na drzwi frontowe. Chciałam żeby Ed już przyszedł. On był naprawdę super chłopakiem a co najważniejsze tworzył niesamowite piosenki. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
-Ja otworze !!! -wydarłam się szybko. Podbiegłam i otworzyłam.
-Ed !!!!!! -wydarłam mu się do ucha i przytuliłam. On zaczął się śmiać. Nie wiem dlaczego ale bardzo lubię przyjaciół chłopaków. Justin , Ed jeszcze Taylor z którą mój brat kiedyś kręcił. Długa historia.
-Wejdź.- pognałam go. On posłusznie wykonał polecenie. Rozebrał się i wszedł do salonu tam przywitał się z chłopakami jak to miał w zwyczaju. Rzucił się na nich a oni zrobili tak zwaną "kanapkę". Śmiesznie to wyglądało nie powiem. Wreszcie z siebie zeszli i zaczęli rozmawiać i też się włączyłam zważywszy na to że nie miałam nic lepszego do roboty. Później wyciągnęliśmy monopoli i zaczęliśmy grać. Ja wygrałam! Ha! Jestem w to najlepsza. Później Niall zaproponował wybranie się do Nandos na co wszyscy zgodnie odpowiedzieli "Tak" Martwiłam się trochę o Louisa i Harry'ego po wybijała godzina 15 a ich już dość długo nie było. Ale są dorośli i sobie poradzą. Do restauracji mieliśmy nie daleko jakieś 10 minut spacerkiem. Ubraliśmy się i wyszliśmy ciągle przy tym się śmiejąc i wygłupiając. Dobrze się bawiłam w ich towarzystwie. Po drodze chłopacy i Ed rozdali parę autografów i porobili sobie zdjęcia. Napotkałam też krzywe spojrzenia w moim kierunku. Ale w sumie to miałam na nie wyjebane. Nie obchodziło mnie to że jakimś psychofaneczką nie podoba się to że spędzam z chłopakami czas. To jej problem nie mój. Wreszcie doszliśmy do Nandos zajęliśmy miejsca i zamówiliśmy posiłek. Gdy zjedliśmy wróciliśmy do domu. A ja cieszyłam się z tego że mój podły nastrój ta czwórka zmieniła na uczucie którego od dawna nie czułam.
Byłam po prostu szczęśliwa.....
niedziela, 24 marca 2013
Rozdział 8
*Rosalie*
Ruszyłam prawie, że pustymi alejkami do mojego domu. Zimne podmuchy wiatru otulały moją twarz pozostawiając na niej czerwone rumieńce. Zastanawiam się nad tym wszystkim. Nad niedoszłym pocałunkiem z Harrym. Najgorsze jest to, że chyba tego chciałam. Co się ze mną dzieje?! I w końcu doszłam do tematu siostry Harry'ego. Myślałam nad jej słowami. Niestety miała rację. Zachowuje się jak gówniara ciągle próbując dopiec mojemu ojcu. Ale od dzisiaj z tym koniec. Będę robić to na co ja mam ochotę i tylko to. Po jakimś czasie doszłam do mojego domu. Zakluczyłam drzwi od środka i udałam się na górę po schodach. Nacisnęłam klamkę od drzwi mojego pokoju i po chwili znalazłam się w moim królestwie. Była dopiero 18 więc wykąpałam się i przebrałam po czym zbiegłam na dół z zamiarem przygotowania sobie kolacji. Zrobiłam naleśniki, które zajęłam w błyskawicznym tempie. Włożyłam talerz do zmywarki, która była prawie pełna więc ją włączyłam. Zrobiłam sobie pop corn po czym usiadłam na kanapie w salonie i zaczęłam oglądać jakiś film, który się właśnie zaczął. " Love Actually ". Nie powiem był całkiem fajny. Uśmiałam się na nim z głupoty ludzkiej. Kiedy pojawiły się końcowe napisy na zegarze widniała godzina 22. Nie byłam jeszcze śpiąca więc postanowiłam chwilę porysować. Wzięłam mój szkicownik do ręki i po chwili zaczęłam rysować. Moja ręka rysowała bez ustanku. Nawet ja sama nie widziałam jaki będzie efekt końcowy. Po chwili ujrzałam dobrze znane mi miejsce z Doncaster. Wiedziałam o nim tylko ja i Louis gdyż znajdowało się w środku bujnego lasu.

- Dom. - szepnęłam. Mój prawdziwy dom. Patrzyłam jeszcze chwilę na moje dzieło gdy usłyszałam dźwięk przychodzącego sms'a. :
" Dziękuje za twoje rady. Pomogły. Mam nadzieję, że się jeszcze umówimy, ponieważ dzisiejszego wieczoru długo nie zapomnę. Hazza xxx ;) "
Uśmiechnęłam się szeroko i postanowiłam mu odpisać :
" Miło mi to słyszeć. Skąd wiesz, że będę się chciała jeszcze z tobą spotkać? o.O :P "
Długo nie musiałam czekać na odpowiedź :
" Ponieważ nie możesz mi się oprzeć. :P ;*** "
" Raczej ty mnie ;) :P "
" No oczywiście. "
" Dobranoc Harry "
" Branoc Ro :* "
Dzięki niemu zaczęłam się nieopamiętanie śmiać. Właśnie dlatego go lubiłam. Sprawiał, że na mojej twarzy pojawia się uśmiech. Mogę się przyznać. Lubię tego zakochanego w swoich loczkach pedałka. Ale czy coś więcej... Nie sądzę chodź... On jest taki... uroczy.... troskliwy.... słodki .... Ogarnij się Rose! Nie waż mi się w nim zakochać ! Och uwielbiam myśleć o sobie w trzeciej osobie. Hah. Dobra dosyć tego dobrego. Jutro szkoła i ja postanowiłam się do niej wybrać. Niech stracę. Wzięłam swój szkicownik pod ramię, telefon w łapę i poczłapałam do mojego pokoju. Rutynowo zeszyt wsadziłam pod poduszkę. Miałam w nim nie tylko rysunki lecz tak że jakieś amatorskie teksty piosenek i kilka przemyśleń. Służył mi jak pamiętnik tylko było w nim trochę urozmaiceń. Nastawiłam budzik na 6 rano i odłożyłam go na stoliczek znajdujący się po prawej stronie łóżka. Po paru chwilach odpłynęłam w objęciach Morfeusza.~*~
#Dryń.
Och jak mi się nie chce wstawać. Gdyby nie to, że budzikiem był mój telefon to już by leżał rozwalony na podłodze. Niechętnie zwlekłam się z łóżka przy okazji wyłączając alarm. Ubrałam się w luźny dres i jak prawie codziennie poszłam poćwiczyć do siłowni. Pobiegałam chwilę na bieżni po czym zawiesiłam worek treningowy w osobnej sali i zaczęłam w niego nawalać z całej siły. Wyczerpana ruszyłam w stronę łazienki. Wzięłam szybką zimną orzeźwiającą kąpiel po czym owinięta w ręcznik wyszłam z łazienki i skierowałam się w stronę garderoby. Wybrałam to :

Kiedy zbiegłam na dół wybiła godzina 7:23. Aby się nie spóźnić postanowiłam nic nie jeść. I tak nie byłam głodna. Zawsze tak mam, że nie potrafię jeść rano. Chwyciłam mój płaszczyk po czym wyszłam z domu zakluczając go. Ruszyłam powolnym krokiem w stronę miejsca gdzie podobno kształcimy nasze umysły. Po niecałych 30 minutach byłam w szkole. Strasznie powoli szłam na lekcje dlatego właśnie tyle mi to zajęło. Zdjęłam płaszczyk po czym pognałam na zajęcia. Pierwszy był język Francuski. Dla mnie to łatwizna, ponieważ jestem w połowie Francuską. Stąd też mój akcent ale pewnie to już wiadome. Po skończonej lekcji osowiale wyszłam z klasy i zaczęłam kierować się na następne zajęcia. Kiedy byłam już w połowie ktoś mnie zaczepił. Tą osobą okazała się Lus. Popatrzyłam na nią pytającym wzrokiem a ta zaczęła się bawić palcami.
- No ja chciałam cię przeprosić. Harry wszystko mi wyjaśnił i teraz wiem, że źle cię oceniłam. - wydusiła na jednym wdechu
- Na serio ? - zapytałam nie dowierzając
- Tak.
- W takim razie wybaczam. Ja też cię przepraszam za to, że oceniłam cię po pozorach. - westchnęłam
- Nie ma sprawy. Większość osób tak o mnie myśli. - uśmiechnęła się lekko
- Ale chcę żebyś wiedziała, że ja nie. - odwzajemniłam wyszczerz. Dalej w ciszy ruszyłyśmy na lekcje gdyż usłyszałyśmy dzwonek. Język Angielski. Nikt i tak nie słuchał tego co mówił wykładowca więc zaczęłam rozmowę z Luisą. Całkiem fajnie się z nią gadało. Nie była jak większość w jej wieku osób niedojrzała. To właśnie był mój główny problem. Przez to, że nie zdałam musiałam się zadawać z dzieciakami. Lecz siostra Styles'a wcale taka nie była. Po usłyszeniu dzwonka ruszyliśmy do sali muzycznej gdyż właśnie tam miał się odbyć konkurs. Były tam najprzyzwoitsze warunki. Scena, nagłośnienie i dużo miejsca. Razem z Isą usadowiłyśmy się na końcu sali i czekałyśmy na rozpoczęcie show. Moje uszy już pękały od napalonych fanek 1D. No cóż. Muszę to przeboleć. Jakoś mi się uda. Po chwili zgasiły się światła i na scenę wkroczyli a właściwie wbiegli chłopacy. Widziałam jak bardzo kochają to co robią. Ich emocje udzielały się wszystkim zebranym. Nawet p. Clinton podskakiwała i wrzeszczała. Na co obie z Lu wybuchnęłyśmy śmiechem. Uwierzcie mi. Widok podskakującej starej babki z celulitem i obwisłymi (sami wiecie czym ;) ) jest niezapomniany. Zobaczyłam jak Hazza wyszukuje kogoś w tłumie i zatrzymuje wzrok na mnie ? Obejrzałam się za siebie lecz nie zobaczyłam nikogo za mną. Więc znów popatrzyłam na niego. Ten się uśmiechnął i wysłał mi oczko. Wymieniłam porozumiewawcze spojrzenia z Isą i po chwili wydostałyśmy się na korytarz.
- No nareszcie się stamtąd wydostałyśmy ! - uradowała się Luisa.
- Noo. - przeciągnęłam chodź tak naprawdę wciąż byłam myślami gdzie indziej.
- Ziemia do Rosalindy! - krzyknęła i zaczęła machać mi rękami przed twarzą.
- Nie nazywaj mnie tak! - odwrzasnęłam i zatrzymałam jej wirujące łapska
- Nie tak nerwowo. - uśmiechnęła się łobuzersko - Widziałam jak mój brat na ciebie patrzy. Takimi słodki oczkami.. - pomrugała szybko kilka razy swoimi oczętami
- Weź przestań. On gapił się na ciebie. W końcu jesteś jego siostrą. - odparłam
- Faktycznie lecz to nie zmienia faktów. - zaczęła
- Jakich ? - zaciekawiłam się
- Takich, że mój brat na ciebie leci- odparła
- To twoja teoria.
- Kochana ja to wiem. - odparła pewne siebie
- Jaka szkoda, że nie mam się czym ochlać. - powiedziałam na głos coś co miało zostać w mojej głowie.
- Co ?! - prawie krzyknęła Is
- Nom. Mój ojciec kazał sprawdzać mój dom. Zabronił mi wszystkiego. - odparłam z grymasem na twarzy
- No to masz szczęście gdyż u mnie barek jest pełny. - uśmiechnęła się. Popatrzyłam się na nią po czym razem pobiegłyśmy do naszych szafek po kurtki a następnie ruszyłyśmy do domu blondynki. Wchodząc zdjęłyśmy buty i okrycie wierzchne a następnie pokierowałyśmy się do salonu gdzie znajdował się jak przypuszczam ich barek. Lu wyciągnęła 2 butelki Jack'a Daniells'a i podała mi jedną. Podziękowałam i usiadłam na kanapie. Stuknęłyśmy się butelkami i zaczęłyśmy pić z gwinta. Po około pół godzinie moja butelka była pusta. Spojrzałam na Is i ona też właśnie wypiła ostatni łyk swojego trunku. Była już nie źle wstawiona, ja zresztą też lecz to nam nie przeszkadzało. Wyciągnęła Bols'a i po chwili znów piłyśmy. Śmiałyśmy się przy tym i opowiadałyśmy różne głupoty.
- Ja kiedyś biegałam w bieliźnie przed domem. W zimie. - i znów wybuchnęłyśmy śmiechem po mojej wypowiedzi. Dowiedziałam się wielu ciekawych i trochę dziwnych informacji o Harrym. Aż spadłam z kanapy. Hah. Właśnie się ścigałyśmy która pierwsza wypije resztę kiedy do domu wpadli chłopacy widząc ich momentalnie oderwałyśmy się od butelek i dalej urwał mi się film .
*Harry*
Wpadliśmy do domu z chłopakami i od razu wyczułem zapach alkoholu. Rzuciłem się w miejsce z którego on dochodził. Po chwili znalazłem się w salonie i pierwsze co ujrzałem to Lus.
- Co ty kurwa odpierdalasz?! - wrzasnąłem widząc koło niej po 2 butelki wódki i whisky
- My. Braciszku. Wzmacniam znajomość moją i Rose. - wskazała na kogoś leżącego obok kanapy. Dopiero teraz ją zauważyłem. Leżała na ziemi i tarzała się ze śmiechu.
- R ?!
- Hej Ha...zza - powiedziała czkając co chwila - Świetny występ. - próbowała wstać ale jej to nie wyszło i wywróciła się na kanapę - A ty. - wskazała na Louis'a - Jak mogłeś zapomnieć o swojej starej przyjaciółce z rodzinnego miasta ? - zapytała w końcu wstając i podpierając się rakami w biodrach
- Ja... Misiak ? - zapytał na co ja zrobiłem wielkie oczy
- Do geniuszy to ty nigdy nie należałeś. - zaśmiała się i znów prawie upadła lecz zdążyłem ją złapać.
- Nie mam pojęcia o co tutaj chodzi. - powiedziałem. Spojrzałem na Is, która chyba zasnęła na tej sofie. - Tomo weź ją zanieś - wskazałem głową na moją siostrę. On nic nie powiedział tylko chwycił ją na ręce i ruszył po schodach na górę. Ja tak samo postąpiłem z Rosalie. Na szczęście była lekka więc nie było strasznie trudne wniesienie jej. Gorzej było bo mnie okładała pięściami po klatce lecz po chwili jej się to znudziło i przestałam. Otworzyłem z kopniaka drzwi do mojego pokoju. Zamknąłem je nogą i podszedłem do łóżka kładąc na nim dziewczynę. Pochylałem się nad nią i już chciałem się wyprostować lecz ona złapała mnie za szyje i przybliżyła się do mnie. Nasze usta dzieliły milimetry. Tak strasznie chciałem ją pocałować, chodź wiem, że nie powinienem gdyż była pijana.
- Nie zostawiaj mnie. - szepnęła. Uśmiechnąłem się i delikatnie musnąłem ją w usta co ona odwzajemniała. Pocałunek stawał się co raz bardziej namiętny a ja leżałem już na niej całym swoim ciałem lecz w porę oprzytomniałem. Odsunąłem się od niej.
- Jesteś pijana - szepnąłem - Idź spać. - pocałowałem ją w czoło i po długich namowach położyłem się obok niej. Czułem jej równy oddech na moim torsie. Z dziewczyną wtuloną we mnie zasnąłem.
piątek, 15 marca 2013
Rozdział 7
*Luisa*
Po paru minutach marszu zdałam sobie sprawę , ze to co zrobiłam jest irracjonalne ale w sumie taka jestem irracjonalna , głupia i w pewien sposób skomplikowana. Przyznajmy szczerze kurwa wszystko co robię jest głupie i szczeniackie ! W pewnych momentach mojej egzystencji współczuje niektórym ludziom że muszą ze mną przebywać. Okej więc pomyślmy gdzie może być Harry i ta , jak ona miała.... Rosalinda ? Chyba tak. No tak mogą być wszędzie a Londyn to przecież wielkie miasto , tak teraz stwierdzam że na 100 % jestem głupia. W mojej podświadomości szukałam jakieś wskazówki, co dało by mi chodź podpowiedź gdzie mogą się znajdować. Wytężałam mózg z całych moich sił i nagle mnie olśniło.
-Mam ! -krzyknęłam sama do siebie.
Wiem gdzie mogą być ! Wiem od Liam'a że Harry'emu zależy na Rose w pewnym sensie więc na pewno zabrał ją w miejsce gdzie może się do niej przytulać czy też szczerze z nią pogadać. Fuj.
Może i ostatnimi czasy z Harrym przeżywałam ciężkie chwile , ale wiem jaki jest. Nie jest taki , jakiego go opisują w tych badziewnych czasopismach dla zdesperowanych nastolatek , ani trochę nie przypomina osoby wykreowanej w mediach. W sumie to nie wszystko co piszą jest prawdą jest to tylko cząstka ich prawdziwego ja i ona jest tak duża na ile oni sami pozwolą by fani poznali jacy są na prawdę. Nie jest flirciarzem , jest romantykiem dlatego obstawiam kino , park bądź wesołe miasteczko. I to mam w planach odwiedzić. Wszystkie te trzy miejsca nie są położone w tak dużych odstępach , więc mam nadzieje że uwinę się w godzinę ? Półtorej ? Chłód który towarzyszył już w niektóre wrześniowe wieczory tego dnia doskwierał mi podwójnie. Owinęłam się jeszcze bardziej czarnym kominem i przyspieszyłam kroku. Nareszcie miałam czas by wszystko przemyśleć , by zastanowić się nad niektórymi sytuacjami , czynami czy też wypowiedzianymi czasami pod wpływem emocji słowami. Może i na zewnątrz udaje zimną sukę w środku jestem strasznie wrażliwa. Zaczynam się otwierać na tych wszystkich nowych ludzi , ale dalej jest mi ciężko. Czasami nie mogę się powstrzymać by po prostu kogoś nie zwyzywać czy też nie powiedzieć wprost co myślę dobrze wiedząc że prawda zrani.
Zamieszkanie z chłopakami sprawiło że częściej myślę nad życiem. Rozmyślam nad moim życiem co wcześniej nie miało by miejsca bytu. Przeraża mnie to trochę , ale chyba ta zmiana będzie dobra , wierze w to. Na horyzoncie ujrzałam kino , weszłam tam ale nikogo takiego jak Harry nie spotkałam za to zaliczyłam kuksańca od jakiegoś ośmioletniego dziecka i wpadła na mnie jakaś starsza pani. Postanowiłam szybko opuścić to miejsce by uniknąć innych wpadek. Oddalając się poczułam wibracje w telefonie. Szybko go wyciągnęłam i okazało się że dostałam sms'a od......Zayn'a ! Treść sms'a brzmiała : " Fajnie się skakało z okna ? Normalnie jak ninja ! A no i jeszcze taki mały szczegół masz wpierdol....." Ja natomiast odpisałam : " Yeah wygrałam ! 1:0 dla mnie cyganie. Nie strasz , nie strasz bo się zesrasz. Nie chciałeś mnie wypuścić masz za swoje." i schowałam telefon do kieszeni. Następny przystanek : park. Lecz tam też ich nigdzie nie dostrzegłam , no chyba że są w krzakach i się pierdolą ale w sumie ta opcja także odpada no było by słuchać , nie ? Poza tym ta cała Violin nie jest tak głupia jak mój brat. Ostatnia nadzieja to wesołe miasteczko. Modliłam się by tam ich zastać. Podeszłam do kasy a tam jakaś dziewczynka z balonem i misiem zaczęła się pchać na przód kolejki. Starałam opanować emocje , ale kiedy powiedziała do mnie "suń dupę" nie wytrzymałam.
-A może tak grzeczniej , dziewczynko hę ? -fuknęłam pochylając głowę ku niej.
-No chyba nie. -rzuciła
-Masz mnie przeprosić , albo inaczej pogadamy. -ostrzegłam
-Bo co mi zrobisz ? -grabiła sobie coraz bardziej.
-No wiesz mogę ci na przykład połamać kości czy wydłubać oczy. -uśmiechnęłam się uroczo.
-Maaaaamooooo !! Ta dziewczynka mnie straszy ! -zaczęła się drzeć i od razu przy niej znalazła się kobieta po 30-stce.
-Co się stało kochanie?-zwróciła się do brzdąca a ja stałam dalej w kolejce nie zwracając na mnie uwagi , wiedziałam że dostanę ochrzan , ale próbowałam bronić swoich racji.
-Ta dziewczyna , o ta duża to ona mnie straszy. -udawała płacząc. Nie uwierzycie scena jak z filmu.
-Pewnie niewychowana jakaś , nie przejmuj się nic na to nie poradzimy.-odrzekła a we mnie się zagotowało.
-Słucham ?! -zmarszczyłam czoło- Że niby ja niewychowana ?! Niech pani spojrzy na swoje dziecko ! Przepychało się a kiedy ja zwróciłam mu uwagę popłakało się ! Najpewniej ma to po matce , najlepiej zwalić winę na innych nie szukając w sobie jakiejkolwiek dysfunkcji ! I wie pani co , mogę być pewna że pani córka w życiu daleko nie zajdzie. Bo nie ma nawet odwagi przyznać się do błędu ! - ostatnie słowa skierowałam do dziewczynki która spuściła głowę. Skończyłam swój monolog podchodząc do kasy bo właśnie nadeszła moja kolej. Zwinnie zapłaciłam ,dumnie podnosząc głowę , byłam zadowolona że tak pojechałam tej kobiecie nikt nie ma prawa powiedzieć że jestem nie wychowana. Nawet jeśli to prawda. Nikt nie ma prawa. Chyba nie mam szczęścia do dzieci , nie lubię ich i mnie denerwują. Rozejrzałam się po wesołym miasteczku nigdzie jednak nie znalazłam poszukiwanej mi "pary" Zrezygnowana wyszłam stamtąd i przechadzałam się jeszcze parę dobrych chwil nim postanowiłam wjechać na London Eye. Dawno nie byłam więc czemu by nie ? Wjeżdżanie trwało dość długo ale nareszcie winda się zatrzymała i czekałam aż drzwi się otworzą. One się rozsunęły a moim oczom ukazał się widok jakiego bym się nigdy nie spodziewała tam ujrzeć. Stał tam Harry i Rose! Nie wierze w to!
-O widzę że gołąbeczki gruchają. -powiedziałam z chytrym uśmieszkiem wychodząc z windy.
-Przestań Lus.-wciął Hazza.
-Właśnie ja i on ? Bzdura ! -krzyknęła brunetka.
-Dobra to nie chodzi teraz o to. -przewróciłam oczami. - Więc to tak ty się miziasz z jakimiś dziewczynami a mnie karzesz pilnować ?! -wybuchnęłam.
-Ej my się nie mizialiśmy , ok ? -wtrąciła Rose.
-Własnie ! A po drugie jesteś pod moją opieką ! Ej Zayn miał cie pilnować to dlaczego jesteś tu ? -spytał podejrzliwie.-Zayn.....-odrzekł z żalem.
-Ej ty serio masz chiński zapłon. -dodałam.-Oświadczam że od dzisiaj nie masz prawa rozumiesz , nie masz prawa zakazywać mi wychodzenia z domu ! -powiedziałam grożąc palcem.
-Nie masz jeszcze 18 lat więc twoje zdanie się gówno liczy ! -powiedział przybierając bojową postawę. Rose która do tej pory siedziała cicho odezwała się.
-Wiesz , co ? Nie dziwię się Harry'emu że karze cie pilnować , bo zachowujesz się teraz jak gówniara i dziecko ! -wrzasnęła.
-A co ty możesz o mnie wiedzieć !? Znasz mnie na tyle długo by oceniać ?! -wrzeszczałam.
-Wiesz co , może cię nie znam ale widziałam jaki popis dałaś wczoraj i to nie było odpowiedzialne zachowanie albo teraz na przykład najeżdżasz na brata bez tak naprawdę konkretnego powodu. Zastanów się nad sobą!
-Haha i mówisz mi to ty?! Ty? Serio?! Która na złość swojemu tatusiowi zachowuje się jak rozkapryszone dziecko!? Może i nie jestem dojrzała ale staram się nie ranić innych a ty to właśnie robisz! Zresztą myśl sobie o mnie co chcesz , gówno mnie twoja opinia obchodzi. A tobie Harry chciałam powiedzieć że....że-do moich oczu napłynęły łzy.-że zapomnę o Louis'ie ale proszę cię- błagałam - Nie przekreślaj go. On nie może przestać być twoim przyjacielem przez taką gówniarę jak ja ! -rzuciłam i wbiegłam do windy. Harry popatrzył znacząco na Rose.
-Nie martw się wrócę sama.-uśmiechnęła się zadziornie.
Wyszedł ze mną. Nie odzywałam się do niego , nie miałam zamiaru. Znowu się kłóciliśmy. To jest bezsensu , jakby się tak głębiej zastanowić to tylko wszystkim szkodzę. Znowu jestem rozbita. Potoki łez wylewały się z moich oczu.
-Luisa...-zaczął
-Tak wiem jestem beznadziejną siostrą! Nie musisz mówić! -krzyknęłam odwracając głowę w jego stronę.
-Nie , hej nie to nie prawda. -rzekł i przybliżył się do mnie ujmując moje ramiona.
-Tak Harry to jest prawda i nie wiem jak bardzo byś chciał nie zmienię się.
-Nie chce żebyś się zmieniała. Zawsze będziesz moją siostrą zawsze, nie zależnie co się będzie działo.
-Przepraszam Harry tak bardzo przepraszam.-rzekłam i wtuliłam się w niego z całej siły on oddał uścisk. Po policzku popłynęły mi jeszcze większe strumienie łez.
-Jezu nawet nie wiesz jak mi tego brakowało. -powiedział przez moje włosy.
-Harry ?
-Tak ?
-Pogodzisz się z Louis'em ?
-Tak i wiesz nie wiem co ty do niego czujesz ale jeśli jest to coś poważnego....- zawahał się -Bo jak to powiedziała pewna dziewczyna "Miłość nie wybiera. Ona jest albo jej nie ma." więc....
-Tak? -rzekłam radośnie.
-Czujesz coś do Louis'a ?
-Nie ! Tak ! Znaczy nie wiem. Chyba tak... To dość skomplikowane. -wydusiłam.
-Nie będę tego popierał , ale zabronić ci nie mogę...
-Harry kurwa dziękuje !! -rzuciłam się na niego przytuliłam z całych sił. Zaśmiał się. Wyszliśmy z windy i ruszyliśmy przed siebie wstąpiliśmy do MilkShakeCity ja wzięłam shake bananowy a Harry nie chciał , bo coś tam mówił że dzisiaj już był. Mniejsza o to. Wzięłam zamówienie i jeszcze chwile szliśmy w ciszy następnie przysiedliśmy na murku.
-Wiesz , wypadałoby przeprosić Rosalie. -wtrącił Harry
-Tak , wiem mam niewyparzony język , przeproszę.-uśmiechnęłam się ciepło.- A tak btw jest coś między wami ?
-Niestety nie....tak bardzo bym chciały żeby było. Wiesz pierwszy raz jakaś dziewczyna tak na mnie działa. Nie mogę przez nią spać, wydaje się taka nie osiągalna, taka tajemnicza, ale myślę że w głębi duszy to dobra dziewczyna trochę wredna ale daje rade. -skończył wbijając wzrok w ziemie.
-Ej..-podniosłam jego podbródek.- Pamiętaj bądź sobą a tak zdobędziesz tą jedyną, uwierz jej nie zależy na tym kim jesteś czy jesteś gwiazdą czy też nie....jej chodzi o to jakim jesteś człowiekiem. Nic więcej.
-Skąd ty to wiesz ?
-Wyczytałam to z jej oczu. -zaśmiałam się.
-Nie wiedziałam że masz takie magiczne zdolności. - Ja tylko uśmiechnęłam się ciepło.-Wiesz że czasami jesteś strasznie mądrą dziewczyną i mówisz takie mądre rzeczy, że sam się boje, że jesteś chora. - rzekł ze śmiechem.
-Ej ! -dostał kuksańca - W sumie chyba masz racje.
-Ała ! -oburzony masował swoje ramię.
-Harry ?
-Hym ?
-Kocham cię.-szepnęłam.
-Ja ciebie też. -odrzekł przytulając mnie do siebie.- Ja ciebie też. -powtórzył już ciszej.
sobota, 9 marca 2013
Rozdział 6
*Rosalinda*
Leżę sobie tak w moim ciepłym łóżeczku o godzinie.... Chwila.... Na zegarku pisze, że 13 i zastanawiam się co będę dzisiaj czynić. Nie poszłam do szkoły gdyż uznałam, że skoro tata się mną nie interesuje to ja będę olewać wszystko co on mi będzie kazał robić. A po za tym jakoś nie miałam dzisiaj specjalnej ochoty na siedzenie w dusznej sali słuchania ględzenia jakiejś baby, której nie układa się w życiu i wyzywa się na nas ( czyt. uczniach ). Więc jak już mówiłam leniuchowałam sobie gdy usłyszałam dźwięk przychodzącego sms'a. Zdziwiłam się gdyż nie miałam pojęcia, że ktoś się mną interesuje. Hmyy... Podejrzane ? Zwlekłam się z łóżka i podreptałam do biurka aby odczytać wiadomość. Nieznany numer... Podniosłam jedną brew do góry i zaciekawieniem wymalowanym na twarzy kliknęłam na ekranie mojego czarnego BlackBerry otwórz. Treść wiadomości jeszcze bardziej mnie zdziwiła. A brzmiała ona tak. :
" Ej mam sprawę. Po pierwsze tak wziąłem ci telefon gdy nie patrzyłeś i spisałem numer. Po drugie proszę cię o spotkanie. Musimy chyba obgadać sprawy, które dotyczą nas obojgu... i muszę się komuś wyżalić.... Podjechał bym pod ciebie ale ty nie chciałaś mi podać adresu więc podejć pode mnie najszybciej jak możesz. Nie przyjmuję odmowy. Hazza xxx. ;* "
W końcu nie mam nic do stracenia. Szczerze to mnie nie za bardzo obchodziło co o mnie piszą... Mało tego miałam to głęboko w dupie... Ale najpewniej on ma inne zdanie. Nie wiem czemu ale jakoś zgodziłam się na to spotkanie. Odpisałam krótki " OK " i ruszyłam w stronę garderoby. Wybierając ciuchy zastanawiałam się co o tym wszystkim myśli mój ojciec. Jeśli w ogóle dotarły do niego te plotki to czy on w zareaguje ? Nie no może rodzicem dobrym to on nie jest, ale na reputacji zależy mu strasznie. Wybrałam leginsy w nordycki wzorek, blado-brązowy sweter i buty emo. Poszłam do toalety gdzie uczesałam moje ciemne włosy. Postanowiłam zostawić je rozpuszczone gdyż nie chciało mi się robić z nimi nie wiadomo jakich rzeczy. Umyłam zęby i ubrałam się. Mam taki plus, że nie nakładam tony makijażu na twarz. Lubię naturalność i uważam, że skoro nie mam zmarszczek ani jakichś innych niedoskonałości to nie muszę się ukrywać pod maską. Gotowa zbiegłam na dół do kuchni. Chwyciłam jabłko i po chwili się w nie wgryzłam. Była 14:02 więc postanowiłam, że czas najwyższy się zbierać. Zarzuciłam sobie jeszcze na ramiona płaszczyk i wyszłam z domu zakluczając drzwi. Drogę pokonałam w zaledwie 9 minut i 25 sekund. Tak liczyłam dokładnie. Nie wiem po co hehe. Gdybym nie utykała to zapewne zajęło by mi to o wiele mnie czasu.
Ale wracając. Stanęłam przed drzwiami do ich nie ukrywajmy olbrzymiego domu i przycisnęłam dwa razy dzwonek. Otworzył mi blondyn z kanapką w ręce. O ile dobrze pamiętam to Niall. Uśmiechnęłam się do niego uroczo co on odwzajemnił pokazując swoją pełną zapchaną buzię na co się roześmiałam. Zarumienił się troszkę więc przestałam rechotać i stanęłam już uspokojona.
- Hej. Jestem Rose i przyszłam zapytać czy zastałam Harry'ego, ponieważ... znacz... no wiesz... - zaczęłam się jąkać - Mamy do omówienia ważną sprawę. - w końcu wypaliłam
- Aha. - powiedział przełykając ostatni kęs swojego pożywienia - Harry jest w środku jeśli chcesz to wejdź i .... - szybko mu przerwałam
- Nie. To znaczy wolałabym nie. Po prostu poproś go tutaj. - popatrzyłam na niego błagalnym wzrokiem on tylko wzruszył ramionami i zniknął w środku domu. Usłyszałam " Styles ! Przyszła Rose ! Ta o której ciągle gadasz ! " Uśmiechnęłam się lekko pod nosem i już po chwili w drzwiach znalazł się oczekiwany przeze mnie Pan Styles.
- Nie słuchaj go. Ja wcale o tobie nic im nie mówiłem. - wypalił kiedy napotkał mój wwiercający wzrok.
- Tylko winny się tłumaczy. - odparłam z rozbawieniem.
- Chodź. Jedziemy do Milk Shake City i porozmawiamy. - szybko zmienił temat. Otworzył mi drzwi od swojego ( zapewne bardzo drogiego ) samochodu po czym usiadł na miejscu kierowcy i ruszyliśmy. Po niecałych 10 minutach byliśmy już na miejscu. Zamówiliśmy sobie po czekoladowym shaku i usiedliśmy w stoliku przy samym rogu. Zapewne po to by nas nie zauważono co i tak było mało prawdopodobne ale... Puki co się sprawdza więc nie chce zapeszyć.
- A więc... - zaczęłam temat - Ominę już fakt, że bez mojego pozwolenia i wiedzy zabrałeś mi mój telefon... - spiorunowałam go wzrokiem na co on się tylko niewinnie uśmiechnął - Po co chciałeś się spotkać ? Hymmm... ? - zapytałam
- A więc...
- Nie zaczyna się zdania od " A więc " - poprawiłam go
- Ty zaczęłaś ! - odparł oburzony
- Ponieważ ja mogę. - wystawiłam mu język
- Nie ważne. Jak pewnie wiesz w gazetach ujawniły się zdjęcia ze mną - pokazał na siebie - i z tobą - pokierował ręce na mnie - w roli głównej w dwuznacznej sytuacji do której tak naprawdę nie doszło, więc pomyślałem, że pewnie nie jest ci to na rękę i - przerwałam mu jego wypowiedź
- Wręcz przeciwnie. - wtrąciłam
- No właśnie. Więc pomyślałem, że moglibyśmy.... że co ?! - dopiero dotarły do niego moje słowa.
- Nie przeszkadza mi to. Wręcz przeciwnie jest mi to na rękę. Mój kochany - namalowałam cudzysłów w powietrzu mówiąc to - ojciec nienawidzi jak jestem w gazetach i strasznie się denerwuje, dzięki czemu ja, automatycznie jestem szczęśliwa. - odparłam
- Że czyli ty mnie wykorzystałaś ?! - oburzył się znowu
- No tak jakby. - odparłam - Ale to ty mnie nachodzisz więc...
- Nikt mnie nie wykorzystuje. To ja mogę. Co ty sobie myślisz, że... że... że... - i się zaciął
- No że ? - poganiałam go
- Że ja ci tak pozwolę ?! - w końcu się wysłowił
- Posłuchaj. Ja nie chcę żebyś mi na coś pozwalał. To twoja wina. Trzeba było na mnie nie wpadać ciągle i ciągle i ciągle i jeszcze raz. Teraz z tymi zdjęciami i tak nic nie zrobisz. Każda próba przekonania ich, że to kłamstwo skończy się na kolejnym artykule i to nie będzie miało końca. A tak jeśli to zostawimy ta sprawa zniknie. Po jakimś czasie znajdą sobie inny ciekawszy temat i zapomną o naszym rzekomym spotykaniu się. Rozumiesz? - wyjaśniłam mu
- Ale, ale... - znów zaczął
- Skończ z tym jąkaniem się ! - wrzasnęłam na niego
- Ale czyli, że ci to nie przeszkadza ? - pytał z niedowierzaniem
- Nie. - odparłam krótko, ponieważ zauważyłam, że dłuższe wypowiedzi do niego nie docierają.
- Aha. - siedział osłupiały - Ale, że na pewno ? - zapytał jeszcze raz
- Styles ! - powiedziałam już poddenerwowana
- Dobra. Każda inna dziewczyna była by poddenerwowana tym faktem. - westchnął
- Po pierwsze nie jestem każda, po drugie jakoś nie specjalnie obchodzi mnie co myślą o mnie inni i po trzecie. Nie interesujesz mnie ty. - wskazałam palcem na lokersa.
- I właśnie nie mogę tego pojąć. Przecież jestem... no Harry Styles. - wskazał na siebie
- Ponieważ jesteś zadufaną w sobie gwiazdką, którą nie obchodzą uczucia innych. - odparłam chłodnym tonem
- Nawet mnie nie znasz. Nic o mnie nie wiesz. - powiedział prawie bez dźwięcznie.
- Może i ale czy obchodzi cię ktoś po za tobą ? - zapytałam opierając się łokciami o stół. Zdziwiłam się, że jeszcze na mnie nie wybuchnął no bo każdy normalny człowiek by tak zrobił. No tak. Normalny. To wszystko wyjaśnia.
- Jeśli tak bardzo chcesz wiedzieć to obchodzą mnie moi przyjaciele, rodzina, siostra i tyyyyy...... - przeciągał ostatnią literę - ..siące moich fanek na całym świecie. -dodał szybko i odetchnął.
- Siostra... - powtórzyłam - Właśnie podobno nie dogadujecie się najlepiej. - prychnął - Malik mi powiedział. - szybko się obroniłam
- Nie dogadujemy. To mało powiedziane. Ona mnie nienawidzi. Ciągle robi jakieś rzeczy, które w jej wieku są niedopuszczalne. Sama widziałaś wczoraj. - odparł
- Ale teraz mówisz o skrętach czy oooo... - popatrzył na mnie - A więc o to chodzi. Chodzi ci o to że ona z Lou... Rozumiem. - odparłam z triumfalnym uśmieszkiem
- Nie prawda. - wysyczał
- Właśnie, że tak. Boisz się, że stracisz przyjaciela albo siostrę. Przyznaj to. - naciskałam
- Nie ! - wrzasnął
- Dobra. Wychodzę. Radzę ci w końcu oprzytomnieć. - już chciałam wstać lecz on złapał mnie za nadgarstek i przygwoździł do krzesła.
- Może się trochę boje. - westchnął - Ale ona ma dopiero 16 lat a Louis 19 i on nie jest odpowiedni dla niej.
- Nie jest odpowiedni ? Przecież on jest miły, troskliwy, uroczy, zabawny... Myślisz, że kto był by lepszy ? - zapytałam podejrzliwie
- Skąd możesz wiedzieć jaki on jest ? - zadał pytanie, które zupełnie mnie zdezorientowało. Musiałam szybko coś wymyślić.
- No wiesz w końcu piszą różne rzeczy o was w gazetach i... - próbowałam się wyplątać z tego
- Skąd wiesz, że to prawda ? - dopytywał się
- A nią nie jest ? Może powiesz, że Louis ćpa, pije, pali i Bóg wie co jeszcze ? - milczał - Tak myślałam. Zrozum nie powinieneś się na niego złościć za to, że podoba mu się twoja siostra.
- Ale on jest. No wiesz...
- Nie ma żadnego ALE Harry. Widziałam jak on na nią patrzy. Zależy mu na Lus. Czy tego chcesz czy nie.
- A dlaczego on ? Dlaczego w niej ? - ciągle zadawał pytania
- Miłość nie wybiera. Ona jest albo po prostu jej nie ma. - odparłam - Ale zmieńmy temat - od razu humor się mu poprawił - Słyszałam, że twój zespół będzie grał w naszej szkole. - bardziej stwierdziłam niż spytałam
- Tak. A do której ty klasy chodzisz ?
- Z twoją siostrą. - odparłam na co on wytrzeszczył oczy - raz nie zdałam za to, że pobiłam jedną taką i w ogóle za całość. - szybko dodałam - Musiałam się nie źle na trudzić gdyż mój ojciec ma wpływa ale udało się ! - odpowiedziałam z radością - Ale teraz muszę tkwić w Londynie. - zrobiłam obrażoną minę
- Aha. Czekaj. Nie zwiedzałaś jeszcze ?
- Nop. Jakoś nie specjalnie mi do tego śpieszno.
- No weź. Chodź. Zaczniemy od London Eye. - uradowany chwycił mnie za rękę i pociągnął w stronę drzwi. Wiedziałam, że jaki każdy sprzeciw i tak zostanie odrzucony więc bez żadnego gadania ruszyłam za nim. Była już 16:35 więc było ciemno. Szliśmy oświetloną alejką w parku w stronę wielkiego koła z wagonikami zwanym London Eye. Wsiedliśmy do jednego i ruszyliśmy. Na szczęście byliśmy sami więc mieliśmy mnóstwo miejsca. Podeszłam do szyby i zaczęłam oglądać panoramę Londynu. Po ciemku była ona chyba jeszcze ładniejsza niż w dzień, te wszystkie światła dodawały uroku.
- Przepięknie. - westchnęłam dalej podziwiając. Poczułam jak Hazza obejmuje mnie od tyłu i mocno przytula
- Mam lekki lęk wysokości. - szepnął na usprawiedliwienie
- To po co mnie tu zabrałeś ? - zdziwiłam się
- Żeby móc się bez karnie do ciebie przytulać. - odparł i mogę się założyć, że się uśmiechnął.
- A więc to tak. - odwróciłam się do niego przodem. Chyba tego nie przemyślałam bo nasze twarze był strasznie blisko. Próbowałam się cofnąć lecz za mną była szyba.
- Nie masz mi gdzie uciec. - odparł z łobuzerskim uśmieszkiem. Zaczął się do mnie przybliżać jeszcze bardziej, nasze usta były już od siebie zaledwie parę centymetrów, gdy poczułam, że wagonik staje. Szybko wyślizgnęłam się z jego objęć i podeszłam do drzwi, które po chwili się otworzył i ukazała się w niej postać...
piątek, 1 marca 2013
Rozdział 5
*Luisa*
Stałam oszołomiona na środku już pustego pokoju.Wiedząc że nagrabiłam sobie u Harry'ego podwójnie, nie żałowałam. Zacisnęłam pięści ze złości a po moich purpurowych policzkach popłynęły łzy. Rzuciłam się na łóżko i zaczęłam histerycznie płakać , rzucać się. Musiałam pozbyć się negatywnych emocji które towarzyszyły mi ostatnimi czasy. Z dwojga złego lepsze to niż na przykład okaleczanie się.Gdy już skończyłam dyszałam ciężko i ze zmęczenia wpadłam w objęcia Morfeusza.
*Harry*
Jak Louis mógł to zrobić ?! Jak mógł ulec namową mojej siostry ?! I jeszcze ją całować ! Przecież ona ma dopiero 16 lat ! Gdybym wszedł pół godziny później najpewniej by się pieprzyli ! Sama myśl o tym napawa mnie odrazą. Myślałem że można mu zaufać...
Dobrze że była ze mną Ro , bo nie wiem jakby się to dalej potoczyło , pewnie wizytą na ostrym dyżurze. To dziwne , jako jedyna działa na mnie uspokajająco , ciesze się jej obecnością , ostatnimi czasy cały czas o niej myślę. Zagościła w mojej głowie i za cholerę nie chce z niej wyjść.
*Louis*
Wyszedłem z domu cały roztrzęsiony. Ręce drżały mi jak nigdy. Ruszyłem w nieznane. Jaki ja jestem głupi.....jak mogłem pozwolić by sprawy potoczyły się w takim kierunku. Z drugiej strony tego chyba pragnąłem. Wciąż czuje smak jej brzoskwiniowego błyszczyka. Całowała z taką namiętnością , zmysłowo a jednak delikatnie....Louis !? Opanuj się ! W końcu ona ma tylko 16 lat ! Na dodatek ona była zjarana i nieświadoma tego co czyni. A ja ją wykorzystałem jak jakiś pedofil. Na to są paragrafy. Pójdę do piekła i nigdy nie spojrzę Hazzie w oczy , pewnie mnie nienawidzi zresztą nie dziwię mu się. Gdybym ja był na jego miejscu najpewniej bym go zabił. Chciał to zrobić...gdyby nie ta dziewczyna..przypominała mi pewną bliską niegdyś mi osobę , ale przecież to nie możliwe.
*Luisa*
Nie pamiętam która była godzina kiedy się obudziłam , lecz słońce było już w zenicie.
Niemrawo podniosłam się do pozycji siedzącej lustrując widok znajdujący się dookoła mnie.
Nie dopalone skręty , ogólny chaos.Nagle przypomniał mi się pocałunek , każda sekunda każdy ruch z wrażenia zakręciło mi się w głowie. Kciukiem przejechałam po wierzchu dolnej wargi. Nie wiem czemu ale chciałam znaleźć się w tej sytuacji jeszcze raz. Co się ze mną dzieje ?! Nie jestem pewna , ale na pewno nic dobrego. Zeszłam po schodach kurczowo trzymając się poręczy. Weszłam do salonu aby po chwili opaść na kanapę. Mój telefon zaczął wibrować. Odblokowałam go i zauważyłam wiele nieodebranych połączeń i wiadomości z zapytaniem. Czemu mnie nie ma ? Nie miałam siły ani ochoty im odpisywać więc rzuciłam telefon na fotel na przeciwko mnie. Nagle do pomieszczenia wszedł Harry. Gdy mnie zauważył chciał zawrócić lecz coś go powstrzymało. Momentalnie się zerwałam i stanęłam naprzeciwko niego.
- I co zadowolona jesteś ? - zapytał z nieukrywanym obrzydzeniem
- Może mam cię jeszcze za to przepraszać ? Powiesz mi, że nigdy czegoś takiego nie robiłeś ?! A no tak przecież ty jesteś idealnym synkiem mamusi ! - wrzasnęłam
- Jak mogłaś ?! Z Louisem ?! - wydarł się na mnie gestykulując rękami
- A więc to o to chodzi ? - odparłam przeciągając każdą sylabę
- Tak ! Nie ! Znaczy, o to też ! O te dwie rzeczy ! - odparł
- O Louis'a nie masz się co martwić ! Byliśmy na haju ! To nic nie znaczyło , to było jedno razowym incydentem spowodowanym brakiem trzeźwości umysłu! Człowieku tak trudno to pojąć ?! - wtedy ujrzałam twarz Tomlinson'a. Nie mogłam odgadnąć jego wyrazu twarzy ale z jego oczu wyczytałam wszystko. Żal , gorycz , smutek i złość. Harry też go zauważył i popatrzył na niego zawistnym wzrokiem
-Lou...-zaczęłam ale on mi uciął.
-Daruj sobie. -rzucił i zniknął mi z pola widzenia.
Postanowiłam wyjaśnić tą sprawę ponieważ to zaczynało robić się chore. Ruszyłam w jego kierunku , lecz Harry złapał mnie za przed ramię i chciał zatrzymać.
-Jeden incydent nie powinien przekreślać waszej przyjaźni więc pozwól mi z nim porozmawiać i wyjaśnić tę sprawę.-spojrzałam na niego wyczekująco. On rozluźnił swój uścisk i po chwili zdjął zrezygnowanie dłoń z mojego ramienia. Pobiegłam na górę po schodach przeskakując co dwa stopnie i trochę zdenerwowana stanęłam przed drzwiami prowadzącymi do pokoju Tomlinson'a. Nie pewnie zapukałam, nie usłyszawszy żadnego odzewu chwyciłam za klamkę i popchnęłam masywne drzwi. Weszłam. Louis stał oparty rękami przodem do okna z opuszczoną głową. Pewnie usłyszał że weszłam bo odwrócił się. Zauważyłam że jego oczy są zaszklone.
-Louis nie jestem dobra w tych gadkach , dlatego powiem prosto z mostu. Ten pocałunek był..-zawahałam się , powiedzieć że nic nie znaczył czy wyznać mu prawdę ? Zdecydowałam się skłamać. -Był... On po prostu kurwa nic nie znaczył !-ostatnie słowo wykrzyczałam.
- Dla mnie znaczył ! -odkrzyknął szatyn zwracając się ku mnie.
- Louis nie mógł....-odparłam prawie szeptem.
- Dlaczego ? -uniósł pytająco jedną brew.
- Na litość boską , byliśmy na haju !
- Ja nie byłem ! -a mnie zatkało.
- Co... przecież... przecież.... ty .... ze mną .... ale jak ?! - zaczęłam się jąkać. Tomo szybko się do mnie przybliżył, ujął moją twarz i namiętnie pocałował. Czułam jak robi mi się gorąco, ale nie mogłam pozwolić tej chwili trwać więc szybko go odepchnęłam. Nie potrafiłam wydusić z siebie żadnego dźwięku. Tomlinson patrzył na mnie wyczekująco.
- Powiedz coś. - szepnął
- To za dużo..- powiedziałam prawie bezdźwięcznie. -Louis zapomnij o tym. -rzuciłam cofając się w kierunku wyjścia.
- Dlaczego odwzajemniłaś pocałunek ? -ciągnął dalej.
- Louis proszę cię zostaw to. Będzie dla nas lepiej jeśli...
- Dla nas ?! Ty nie myślisz o nas !!! Nie obchodzi cię co ja czuję, co ja mam do powiedzenia ! Przejmujesz się tylko sobą ! Nawet nie chcesz spróbować !!! - wydarł się na mnie
- Czego spróbować ?! Tak myślę o sobie ! Ale gdyby to ode mnie zależało nie było by tej rozmowy ! Myślę o tobie ! i o Harrym ! o waszej przyjaźni ! Czegokolwiek ty oczekujesz ja nie mogę ci tego dać ! Pogódź się z tym teraz ! Nie możesz mieć każdej ! -z emocji zaczęłam uderzać pięściami o jego tors. On złapał mnie za przeguby nadgarstków i przytulił mocno do siebie.Odsunął się ode mnie i spojrzał głęboko w oczy
-Nie chce każdej , chce ciebie. -powiedział to tak czule i z takim uczuciem że nogi się pode mną ugięły.
-Louis ja nie wiem....naprawdę nie wiem co powiedzieć , daj mi to przemyśleć.-wyrwałam się i szybko opuściłam jego pokój. Chyba dotarły do niego moje wcześniej wypowiedziane słowa bo nie pobiegł za mną. Miałam komplety mętlik w głowie z jednej strony było w nim coś takiego , wręcz magicznego co nie pozwalało mi przestać o nim myśleć ale z drugiej jednak bałam się. A jeśli to tylko zauroczenie ? Chora , bezsensowna fascynacja ? Co powie Harry , wtedy zniszczyłabym ich przyjaźń. Znienawidziliby się już do reszty a ja przez całe życie obwiniałabym się....nie , nie, nie ! Nie ma opcji ! Nie chce spieprzyć sobie życia , nie chce spieprzyć życie jemu. Czemu los postawił mnie przed tak trudnym wyborem ? I jeszcze muszę z nim mieszkać. Coś czuje że jestem wystawiana na ciężką próbę. Swoje uczucia postanowiłam odstawić jednak na boczny tor , moim jedynym teraz priorytetem było pogodzenie mojego brata i Louisa. Nie wiem jak to zrobię , ale jakoś na pewno....
Z moich zamyśleń wyrwało mnie pukanie do drzwi zbiegłam po reszcie schodów jakie mi zostały do przebycia.Stanęłam na przeciwko drzwi i ujrzałam mojego dobrego znajomego Justina Biebera właśnie witał się z Niallem. Gdy mnie zobaczył uśmiechnął się ciepło a ja z rozpędu rzuciłam mu się na szyje. Odkąd pamiętam zawsze tak robiłam , przywykł już do takich niecodziennych przywitań. Ob kręcił mnie kilka razy wokół własnej osi i postawił na ziemi. Przytuliłam go.
-Heeeej nie za dużo tych czułości ? -zapytał Horanek z udawaną zazdrością.
-No co ? Dawno go nie widziałam. -wystawiłam mu język dalej przytulając Justina.
-Co tam mała ? Jak ci leci ? -odezwał się szatyn odklejając się ode mnie. Zlustrował mnie wzrokiem i zmrużył oczy. Ja odwróciłam głowę.
-Lepiej się w to nie mieszajmy , przyjdzie czas a sama nam powie. -powiedział blondyn kładąc rękę na moim ramieniu. -To co gotowy ? -zapytał
-Idziesz już ? -zrobiłam smutną minkę.
-Niestety , umówiłem się z Niall'em na mecz. -uśmiechnął się zadziornie.
-Wiedz że odbierasz mi męża i to będzie twoja wina jak wniosę pozew o rozwód.-zmierzyłam go wzrokiem.
-Oj tam , oj tam całus powinien załatwić sprawę. -zaśmiał się dając mi soczystego całusa w polik.
-Ale ty jesteś słodki. -dodałam uroczo. On uśmiechnął się ukazując szereg białych i prostych już zębów.
-Jak ja jestem słodki to ty nie wiem co jesteś ! -zaśmiał się.
-Niall nie widziałeś Harry'ego ? Muszę...
-Wyszedł gdzieś no wiesz z tą dziewczyną co wczoraj..
-Tak wiem , dzięki. No wynocha już ! krzyknęłam wypraszając ich. Zaczęli się śmiać a ja zamknęłam drzwi. Chwyciłam buty i płaszcz szybko je ubrałam
-Wybierasz się gdzieś ? -rzekł Zayn wchodząc do przed pokoju.
-Nie twój interes. -odrzekłam beznamiętnie.
-Harry kazał mi cię pilnować i żebyś nigdzie nie wychodziła dzisiejszego wieczoru. -powiedział a ja zrobiłam minę typu "Are you fucking kidding me ?!"
-No chyba sobie żarty robisz ? Nie mam już dziesięciu latek żeby mnie pilnować , wyjdę czy tego chcesz czy nie. -zbliżyłam się do niego specjalnie go wkurwiając. Odwróciłam się i już miałam chwycić za klamkę kiedy on złapał mnie za ramie tym samym wykonałam obrót o 180 stopni.
-Nigdzie nie idziesz. -odparł stanowczo.
-Owszem idę. -wysyczałam i wyszarpnęłam się , ale on nie dawał za wygraną.
-Nie kłóć się ze mną , bo wiesz że i tak nie wygrasz. -odrzekł a w jego głosie mogłam wyczuć nutkę złości. Opuściłam dłoń zrezygnowanie i spojrzałam na niego krzywo. Pobiegłam do mojego pokoju trzaskając drzwiami. -Głupiutki Zayn , oh głupiutki -mówiłam cicho się śmiejąc.
Nie myślał chyba że się poddam ? Wzięłam kartkę i nabazgrałam : "Ja zawsze wygrywam , nie wyjdę tak ? to w inny sposób kotku. xx" Położyłam ja na biurku i otworzyłam okno , nie był to wysoki dom więc z łatwością zeszłam na ziemie. Rzuciłam jeszcze ostatnie u kratkowe spojrzenie na dom i pobiegłam szukając Harry'ego.
Subskrybuj:
Posty (Atom)